Na przykładzie „Emigrantów” i „Skąpca”…

Szukając zgrabnego wejścia w felietonową konstrukcję, odwołam się do Mrożkowych „Emigrantów”, jako aluzji do obecnego statusu drużyny Sandecji. Siła skojarzeń sugeruje, że „Duma Sądeckich Lachów”, jak niektórzy lokalni patrioci ochrzcili swoich piłkarzy, woli na stałe grać pierwszoligowe mecze poza miastem, z którym przez jedenaście dekad jest związana.

Zapewne na taką nihilistyczną postawę wpłynęło nadspodziewane powodzenie w wyjazdowych meczach ubiegłego sezonu, chociaż pod uwagę należy brać także niewiarę w szanse sfinalizowania przebudowy (?) stadionu imienia ojca Władysława Augustynka. Praktyczne zaprzeczenie wspomagającej roli własnej widowni w bieżącym sezonie staje się tym bardziej oczywiste, gdy podopieczni trenera Dariusza Dudka (do niedawna) systematycznie pogrążają się w tabeli, lokując się na miejscu, co grozi wylotem do II ligi. Wyniki osiągane w ramach „wędrówki z Kolbergiem po kraju” dają jasno do zrozumienia, że mogą przynosić oczekiwane efekty najwyżej rok, ostatecznie dwa…

Tymczasem Sandecja zmuszona jest występować w roli gospodarza w Niecieczy, Tychach i aktualnie w Niepołomicach do czasu ukończenia inwestycji. U siebie, owszem, pokazała się parę razy bez udziału publiczności, aliści koślawy harmonogram robót zostawił klubowi jedyne wyjście: powrót na wychodźczy szlak.

Szukanie wyjścia ze sportowej opresji poprzez zmianę pierwszego trenera i ważnej części sztabu nie wydaje się szczęśliwe i zdecydowane w niefortunnym czasie. Nowy, słowacki trener powołany pod broń, zagubiony w realiach personalnych drużyny, bez orientacji w takich zagadnieniach, jak Arka Gdynia, Chojniczanka, czy Chrobry Głogów, bez „swoich” sztabowców ma niewielkie szanse na odnowę spuścizny po Dudku (?)…

W tym kontekście wypada raz jeszcze wyrazić żal z powodu opuszczenia klubu przez jego dobrego ducha i kompetentnego zarządcę Arka Aleksandra. Jego następcy, sfrustrowani wynikami wyborów do władz nowosądeckiego podokręgu piłkarskiego, fotografowali się z Cezarym Kuleszą właśnie na stadionie przed niezburzoną jeszcze starą trybuną. Komentując tę zażyłość z prezesem PZPN, próbowali kreować się na recenzentów poczynań Małopolskiego Związku Piłki Nożnej, zapominając o wymowie porzekadła o „bliższej koszuli ciału”. Tymczasem swoje skromne kompetencje powinni w całości poświęcić właśnie „koszuli”, czyli, na przykład – jako radni miejscy – przypilnować przebiegu tutejszej inwestycji stadionowej…

Wbrew długoletnim oczekiwaniom i prezentowanym mirażom, to właśnie samorząd coraz bardziej utwierdza się w roli właściciela klubu, co mu się pisze za czyn godny podkreślenia w sytuacji, kiedy trwa systematyczne odcinanie samorządów od środków państwowych.
Ponieważ niniejszy tekst inaugurowany jest literacką asocjacją z utworem Mrożka, jego zakończenie sięga po molierowskiego „Skąpca”… Dedykuję go przede wszystkim owym nowosądeckim „milionerom”, a może już „miliarderom”, czyli mocarnym Harpagonom biznesu, naturalnym, potencjalnym sponsorom, a nawet właścicielom najbardziej miejskiego z wszystkich miejskich klubów w Polsce. Od lat apeluję w tej kwestii z trybuny, nie tylko „Małopolskiego Futbolu”, do ich serc i bankowych kont, o zwrócenie uwagi na poniekąd moralny obowiązek wsparcia Sandecji. Kiedy, dla przykładu, patrzę na sezonową reklamę lodów firmy „Koral” i próbuję sobie wyobrazić kasę, wkładaną w tę promocyjną kampanię, łudzę się zapewne, że kilka takich wpływów do budżetu klubu i mamy w Nowym Sączu Real…
RYSZARD NIEMIEC

To top