Dwoiste znaczenie brzydkich słów…

Pokazano na Twitterze filmik z szatni Wisły w przerwie jej meczu w Sosnowcu… Trener Radek Sobolewski mobilizuje drużynę krótkimi, żołnierskimi słowy w wersji koszarowej. Z tego, co wpadło mi w ucho na dłużej wynikało, że drużyna może przegrać jeden, dwa mecze, ale nigdy nie może się poddać. Komunikat ten został powtórzony jeszcze dwukrotnie z drobnymi korektami treści, a dla wzmocnienia efektu mobilizującego za każdym razem padało słowo: kurwa, lekko przygłuszone mocnym, furmańskim, seryjnym uderzeniem dłoni w dłoń… Poskutkowało, bo Biała Gwiazda po przerwie strzeliła dwa gole, co świadczy także o opanowaniu kuchennej polszczyzny przez szatnianą międzynarodówkę z Hiszpanem Fernandezem, strzelcem obu bramek…

Nie chodzi tu o jakieś belferskie przyganianie trenerowi za jego swobodę leksykalną, ale o pewne szersze, wybiegające poza szatnię zjawisko. Jest to głębokie przeświadczenie o tym, że Wisła postawiła wreszcie na dobrego konia w osobie „Sobola”. Jego charakter znany nam z boiska, a charakteryzujący się twardością, nieustępliwością, bojowością żołnierza jednostki specjalnej, jota w jotę odnajduje się na ławce trenerskiej, no i oczywiście w szatni zawodniczej. Nie chcę tu stawiać pod mur szeregu jego poprzedników z zagranicy, zwłaszcza że Hyballa jest ich wyrazistym odzwierciedleniem. Podobna konstrukcja psychiczna, aliści brak znajomości języka polskiego, utrudniał dotarcie do zawodników. Być może i polscy fachowcy, w tym wybitny jednak Jurek Brzęczek, jeśli w czymkolwiek ustępowali Sobolewskiemu, to na pewno w danym od Boga charakterem, objawiającym się w pracy trenerskiej, przepraszam obu panów, czymś, co nazywam „ciepłymi kluchami”. Żeby wydostać Wisłę ze skrajnego zagrożenia, nie tylko trzeba używać słowa „kurwa”, ale mieć w sobie kawałek skurwysyna…

Inną odmianę skurwysyństwa zaprezentował bardzo rutynowany trener, do niedawna uznawany za przynależnego do klasy mistrzowskiej. Szukając wymówki dla fatalnych wyników jego zespołu-Zagłębia Lubin, zabrał drużynę po przegranym, kolejnym meczu, by się wyspowiadała przed rozsierdzonymi kibicami. Powołując się na bliżej nieokreślone zasługi zespołu i sztabu szkoleniowego, wskazał na ewentualność, jaka czekałaby niechybnie kibiców, gdyby nie osiągnięcia właśnie zespołu i sztabu. Wtedy otóż kibice musieliby „zapierdzielać do Niepołomic”! Domyślnie chodziło o klub Puszcza, jako synonim byle jakiego pierwszoligowca, z którym przyszłoby grać pod spadku Zagłębia z ekstraklasy. Trener z tym „zapierdzielaniem do Niepołomic” dał dowód swojej dezorientacji w naszej geofutbolowej rzeczywistości. Chcąc dowalić swoim kibolom strzelił sobie w stopę, bo nie wziął pod uwagę prawdopodobnej „mijanki” Zagłębia z Puszczą, która może nastąpić niebawem. Tłusty kot polskiego futbolu, karmiony pieniędzmi państwowego KGHM, może wylecieć do 1 ligi, a tam już Puszczy nie będzie, bo wejdzie do ekstraklasy, o czym ma prawo marzyć prowadząc w tabeli… Groźba „zapierdzielania do Niepołomic” na dłuższy czas stanie się nieaktualna. Tyrada Piotra Stokowca, bo o nim mowa, do kibiców, rykoszetem dotarła do królewskich Niepołomic i wywołała wzmożoną troskę o los Zagłębia, które gdyby spadło z ekstraklasy, odebrałoby niepołomickim kibicom możliwość „do zapierdzielania”, w ich mniemaniu, do zadupia futbolowego Polski, amen!
RYSZARD NIEMIEC

Hits: 7

To top