Siódme zwycięstwo rezerw Wisły

Wisła II Kraków utrzymuje 4-punktową przewagę, rezerwa “Białej Gwiazdy” odniosła już siódme zwycięstwo, choć tym razem nie przyszło ono łatwo.

Ponadto:
Pierwsze zwycięstwa u siebie Wierchów i Lubania
Pierwsza wyjazdowa wygrana Limanovii
Pierwsza porażka Kalwarianki u siebie

Co znaczy bramkarz przez “B”!

Wisła II Kraków – Unia Oświęcim 2-1 (1-0)
1-0 Daniel Ramirez 12
1-1 Artur Czarnik 53 (karny)
2-1 Wiktor Szywacz 74
Sędziował Marcin Fila. Żółte kartki: Bartoń – Kabara, Kot, Czarnik. Widzów 250.
WISŁA II: Biegański – Sałamaj, Złoch, Bonachera (46 Baniowski), Ramirez – Grau (85 Ćwik), Kutwa, Zimon (75 Sarga), Szywacz – Bartoń, Tokarczyk (46 Pieniądz). Trener: Mariusz Jop.
UNIA: Gniełka – Kot, Czarnik, Pacyga (35 Kabara), Burda (85 Kowalski) – Ryszka, Kamiński (75 Babiuch), Wilczak, Krężel (56 Kateusz) – Snadny, Zieliński (78 Nagi). Trener: Marek Kołodziej.

Do Myślenic, żeby rozegrać mecz z liderem tabeli, przyjechała oświęcimska Unia, czyli drużyna, która dopiero w minionej kolejce zdobyła swoje pierwsze punkty w sezonie (domowe 1-0 z Watrą Białka Tatrzańska). Nie brakowało więc wieszczących kolejną bramkową kanonadę, w wydaniu rezerw Białej Gwiazdy. I owszem, mogło do niej dojść, gdyby w bramce gości nie wystąpił Szymon Gniełka. Ten bowiem zaliczył kapitalne zawody i należy uznać go za pierwszoplanową postać spotkania!

Skutecznie interweniując w sytuacjach sam na sam, przy strzałach z dystansu i z bliższych odległości, umiejętnie grając zarówno w polu, jak i na linii. A przysłowiową wisienką na torcie była, w pierwszej minucie doliczonego czasu gry pierwszej połowy, obrona rzutu karnego, który sprokurował, faulując szarżującego Bartonia. Przy “wapnie” Gniełka zdecydował się rzucić w swój prawy róg, ale zostawił nogę, w którą trafiła piłka, skierowana przez Tokarczyka prawie w środek bramki.

Nie ponosi natomiast oświęcimski bramkarz winy za gola straconego w 12. minucie. Wszystko odbyło się bowiem błyskawicznie, po rozegraniu przez wiślaków rzutu wolnego na lewym skrzydle, na wysokości pola karnego. Stamtąd oddano bardzo silny strzał, który Gniełka sparował przed siebie, w okolicę linii szesnastego metra. Piłki dopadł Bartoń i strzelił. Niedokładnie jednak, ale gospodarzom dopisało szczęście, gdyż na linii lotu futbolówki znalazł się Ramirez, przytomnie kierując ją do siatki, obok rozpaczliwie interweniującego bramkarza.

W tych okolicznościach kibice zobaczyli jedynego gola pierwszej odsłony, co już samo w sobie było zaskoczeniem. Paradoksalnie jednak wiślacy nie grali źle i wypracowywali sobie snajperskie okazje. Najwyraźniej jednak, w dużym stopniu, skonfundowała ich świetna postawa golkipera z grodu nad Sołą. Pochwalić też należy, za całokształt postawy, zespół Unii. Ambitny, waleczny, ze sporym wyczuciem realizujący swój plan gry. Owszem, skoncentrowany na poczynaniach defensywnych, ale “do przodu” oświęcimianie też trochę przecież pograli.

Choćby w 53. minucie, kiedy skutecznie skontrowali. A w fazie finalizacji akcji Snadny ograł Ramireza, który – jak to się slangowo określa – poszedł “na raz” na zwód rywala, trafiając w jego nogę. Arbiter nie mógł więc nie podyktować karnego, który został pewnie wyegzekwowany przez doświadczonego Czarnika. Co ciekawe, oświęcimski stoper strzelił podobnie, jak Tokarczyk, czyli prawie w środek bramki, ale Biegański był już daleko, czyli w swoim prawym rogu, bo tam zdecydował się rzucić.

Musiało minąć kilka minut, zanim krakowianie doszli do siebie po utracie gola. Unia z kolei, przy zacieśnieniu swoich tyłów, ani myślała rezygnować z kontr. I tak grano już do ostatniego gwizdka sędziego. Owszem, z przewagą “rezerwistów”, ale i z zawsze groźnymi odpowiedziami przeciwników. Lider zdołał jednak “wcisnąć” gola, który w ostatecznym rozrachunku okazał się zwycięski. Bramka zaś nie padła w efekcie tzw. małej gry, preferowanej przez wiślaków, ale po zagraniu w którym jedno dalekie podanie całkowicie zaskoczyło przyjezdnych defensorów.

Stało się to w 74. minucie, kiedy z lewej strony boiska Zimon posłał wspomnianą “długą piłkę” w pole karne, w okolice prawego słupka. Tam doszedł do niej Szywacz, prezentując przytomną “główkę” w lewą stronę (na zasadzie – skąd przyszła, tam poszła), a piłka znalazła się w siatce, odbijając się jeszcze od słupka. Wprawdzie wiślacy mieli jeszcze okazje, żeby podwyższyć rezultat, ale innego zdania był przede wszystkim bramkarz Gniełka… (wb)

Beniaminek w roli dominatora

Kalwarianka – BKS Bochnia 1-4 (0-2)
0-1 Mirosław Tabor 25
0-2 Daniel Bukowiec 33
0-3 Marcin Kołton 62
0-4 Daniel Bukowiec 74
1-4 Kamil Bentkowski 78 (wolny)
Sędziował Dariusz Wanat. Żółte kartki: Bentkowski, Burliga (2). Czerwona kartka: Burliga (druga żółta, 60). Widzów 200.
KALWARIANKA: Podlipni – Burliga, Bentkowski, Banasik – Wszołek, Buraczek, Boguski (77 Myszogląd), Sarnecki (46 Helal), Wolak (71 Skupień) – Stanek (77 Dziedzic), Prochownik (58 Ashour). Trener: Łukasz Burliga (grający).
BKS: Baka – Mazur, Chlebek, Wolicki – Klimek, Kasza, Łyduch (77 Tomala), Bukowiec (77 Majcher), Andruszko (85 Tokarczyk) – Ochlust (71 Skocz), Tabor (46 Kołton). Trener: Damian Rębisz.

Zespół z Kalwarii Zebrzydowskiej, co nie jest żadnym zaskoczeniem, plasuje się w górnych rejonach tabeli. In plus zaskakuje także beniaminek z Bochni. Spodziewano się więc ciekawego spotkania, czyli ekipy z aspiracjami sięgającymi nawet walki o awans (gospodarze) z najlepszym aktualnie z grona beniaminków, zdecydowanie tzw. świeżą krwią na czwartoligowym gruncie.

I już w 4. minucie miejscowi nie tyle mogli, ile powinni objąć prowadzenie. Stankowi piłkę podał bowiem… jeden z przyjezdnych defensorów i wyborowy snajper Kalwarianki uderzył z piątego metra. Kibice już krzyknęli “jeeeeest!”, nie biorąc jednak poprawki na Bakę, który interweniował tyle skutecznie, co desperacko, odbijając ten strzał. Niepowodzenie nie zniechęciło gospodarzy, którzy ochoczo nacierali jeszcze gdzieś przez kwadrans. Stopniowo jednak brali się w garść bochnianie, opanowując sytuację.

W 25. minucie już jakże konkretnie, albowiem zdobyli gola. Z rzutu wolnego silnie, pod murem, uderzył Łyduch, chyba trochę zaskoczony (postawą kolegów w murze) Podlipni odbił piłkę wprawdzie w bok, ale prosto pod nogi Tabora, który nie omieszkał skierować jej spokojnie w prawy róg. A potem znowu szansa kalwarian, kiedy w 32. minucie Boguski – strzelając sprzed linii pola karnego – wycelował w poprzeczkę i kontra Bocheńskiego (33. minuta), podwyższająca rezultat. Lewym skrzydłem przedarł się bowiem Bukowiec, a jego dośrodkowanie zbiegło się z rykoszetem (interwencja jednego z obrońców), po którym piłka przelobowała zaskoczonego i bezradnego zarazem Podlipniego.

Na tym skończyły się emocje w pierwszej odsłonie. Ale nie w meczu, gdyż niejako na otwarcie drugiej połowy Łyduch popisał się, w 50. minucie, “bombą” z ponad 20 metrów i trzeci gol dla gości nie padł tylko dzięki Podlipniemu, który po robinsonadzie zdołał skierować piłkę w poprzeczkę. Z kolei w 57. minucie mieliśmy kontrowersję, gdyż wolno było sądzić, że Buraczek faulował przedzierającego się Ochlusta, a działo się to w polu karnym. Gwizdek sędziego jednak milczał.

Ale, ale, czyli co się odwlecze… W sensie bramkowym, bo w 62. minucie beniaminek przeprowadził wzorcową kontrę prawą flanką, następnie podano piłkę do biegnącego środkiem Kołtona, a ten znalazł się z nią w polu karnym i skierował w prawy róg, obok rzucającego się bramkarza. Działo się to w chwilę po tym, jak za drugą żółtą kartkę (obie za faule) murawę musiał opuścić grający trener Kalwarianki, Łukasz Burliga. Relegowanie zawodnika, potem utrata kolejnego gola – jesteśmy przekonani, że miejscowi wiedzieli już wtedy, iż tym razem nie podołają.

Jednakże kibice nie nudzili się. W 74. minucie, po rzucie rożnym, piłkę otrzymał Bukowiec, ładnie plasując ją między dwoma obrońcami i obok bramkarza. Z kolei w 78. minucie, na otarcie łez, z rzutu wolnego trafił Bentkowski, a przymierzył nadzwyczaj efektownie, nad murem, w prawy, górny róg. I wreszcie w minucie 88. Podlipni najpierw sfaulował Tomalę i “zarobił” karnego, by za moment pewnie obronić strzał Chlebka, który skierował futbolówkę w prawy róg bramkarza. (wb)

JAKO 4. LIGA MAŁOPOLSKA, 9. kolejka
Sobota, 16 września 2023
Wisła II Kraków – Unia Oświęcim 2-1
Barciczanka – Poprad Muszyna 4-2
Watra Białka Tatrzańska – MKS Trzebinia 0-0
Beskid Andrychów – Bruk-Bet Termalica II Nieciecza 2-1
Wolania Wola Rzędzińska – Dalin Myślenice 3-0
Wierchy Rabka-Zdrój – Niwa Nowa Wieś 3-0
Glinik Gorlice – Limanovia 1-2
Lubań Maniowy – LKS Jawiszowice 2-1
Kalwarianka – BKS Bochnia 1-4
Pauzuje Orzeł Ryczów

Hits: 178

To top