MKS KALWARIANKA. Wkraczając w nowe stulecie

Zasłużony klub właśnie jest w przededniu świętowania pięknego jubileuszu. Główne obchody zaplanowano na najbliższy weekend. Naszym związkowym gratulacjom towarzyszy okolicznościowy tekst, zdecydowanie bardziej w formie luźnych impresji, niż starający się całościowo objąć historyczny kontekst.

Bracia

To rzadka okazja, aby piłkarz zbierał oklaski od premiera. 11 września 1966 stara trybuna Cracovii wreszcie przestała straszyć, na otwarcie generalnie przebudowanego obiektu przybył sam Józef Cyrankiewicz. W ramach obchodów dwustronnie jubileuszowych „Pasy” grały z „Wiślakami”, takiemu wydarzeniu musiały towarzyszyć kamery telewizyjne. Padłby, krakowskim targiem, remis 1-1, gdyby nie Jerzy Stokłosa. Wypalił konkretnie do siatki i nie tylko połowa Podwawelskiego Grodu, ale i cała Kalwaria Zebrzydowska wpadła w zachwyt.

Stokłosa był bowiem wychowankiem Kalwarianki, ale nie z niej trafił do Cracovii. – Pamiętam jak po awansie Skawy do „okręgówki” poszło do niej trzech naszych podstawowych graczy. Oprócz Jurka byli to jego imiennik Korczak, zresztą bardzo dobry bramkarz, a także stoper Wincenty Pacut – wspominał Aleksander Cimer, który w Kalwariance sam grał z powodzeniem, w trakcie służby wojskowej w Jeleniej Górze miał za kompana Stanisława Chemicza, a później był w Kalwarii kierownikiem drużyny i trenerem. – Prezesem natomiast nie, byli lepsi ode mnie, mądrzejsi i majętniejsi – zamykał temat.

Znanych szkoleniowców pracowało w Kalwarii co najmniej kilku. Leopold Michno, Marian Jabłoński, Albin Kowalik, Tadeusz Glimas… W 1973 grającym trenerem był Zygmunt Droździok, który wcześniej występował m.in w nowohuckim Hutniku. Choć w kręgu jego zainteresowań znajdował się także inny zawodnik Kalwarianki, Wiesław Stawowy, to ostatecznie w tamtym kierunku poszedł wkrótce ruch transferowy dotyczący tylko Jana Stokłosy. Znacznie młodszego brata Jurka, ale też obdarzonego dużym drygiem do piłki. Hutnik akurat rozgrywał dwumecz z Odrą Opole o pierwszą ligę. Rewanż był podwójnie przykrym przeżyciem dla Janka. Przesiedział mecz na ławce rezerwowych, a Hutnik został wypunktowany przez opolan 0-2.

Na Suchych Stawach czuł się jednak „Majzel” doskonale, stanowił bardzo ważne ogniwo coraz wartościowszej drużyny, w której szalone postępy czynili Jan Karaś i Kazimierz Putek. Ale to już nie dotyczyło młodszego Stokłosy, bowiem wylądował w Cracovii, która właśnie wróciła po 12 latach po ekstraklasy. Janek naprawdę „czuł bluesa”, trzymały się go niebanalne pomysły, lubił zaskakiwać. A to, co zrobił z Jackiem Kazimierskim podczas meczu z Legią miało wiele wspólnego z czarną magią. Stokłosa znalazł się niemal na zerowym kącie, by stamtąd nabrać Kazimierskiego na kapitalną sztuczkę. Ten perfekcyjny technicznie strzał zapewnił Cracovii niespodziewany sukces 1:0.

Jurek z początkiem lat 70. wylądował na krótko w Toronto, grał w tamtejszej Polonii. I raz jeszcze wrócił do Kalwarianki. Z Jankiem los obszedł się fatalnie. W 1984 jechał z kolegami do Lanckorony, fiat dachował i uderzył w drzewo. To z kolei ugodziło w kręgosłup Stokłosy, który od tej chwili był sparaliżowany i aż do przedwczesnej śmierci jeździł na wózku inwalidzkim…

Pamiętne awanse

W połowie lat 70., po powrocie z amerykańskiego wojażu, akurat w Kalwariance kończył karierę legendarny stoper Wisły, Władysław Kawula. Grał tu razem z synem, Arturem. Przed Kawulą pojawił się w Kalwarii jego kolega klubowy Zbigniew Lach, a także dwaj snajperzy znani m.in. z Wisły i Hutnika, Stanisław Śmiałek i Edward Gajewski. Grającymi trenerami byli Krzysztof Hausner i już w zupełnie innej epoce Marek Motyka. W takiej podwójnej roli występował też inż. Leopold Michno, pod wodzą którego Kalwarianka awansowała w 1969 do „okręgówki”. Michnie towarzyszył inny „pasiak”, Waldemar Jarczyk. – I chyba była to najlepsza drużyna w historii, z tak dobrymi zawodnikami jak Zygmunt Rak czy Zdzisław Twardosz – oceniał Aleksander Cimer, który później przez kilka dekad był prezesem Okręgowego Związku Piłki Nożnej w Wadowicach, a od ładnych kilku lat jego prezesem honorowym.

Cimer pojawił się w Kalwariance w roku 1953. A kiedy zadebiutował w pierwszej drużynie seniorów? – Szczegółów już nie pamiętam, bo strasznie dawno to było. Ale na pewno miałem wtedy 18 lat. Kalwarianka grała w A-klasie, najpierw częściej występowałem w rezerwach, z czasem przebiłem się do podstawowego składu seniorów. Jeszcze w juniorach zaczęto mnie dostrzegać w kadrze wojewódzkiej, jeździłem na bardzo wtedy popularne obozy, na przykład do Suchej Beskidzkiej. To były czasy Karola Bieleckiego czy Tadeusza Karzyńskiego w roli trenerów. Zresztą bardzo kompetentnych, to byli świetni szkoleniowcy.

Podczas służby wojskowej Cimer grał w Polonii Jelenia Góra. W tym samym klubie występował Stanisław Chemicz, później zawodnik ligowy, a od dawna ceniony historyk sportu, z cenzusem doktorskim. Aż w 1969 roku Olkowi było dane uczestniczyć w pamiętnym awansie do klasy okręgowej.

  • Wspólnie odczuwaliśmy wtedy ogromną satysfakcję z odniesienia tak pięknego sukcesu. Wcześniej byłem środkowym napastnikiem, strzelałem sporo goli. Później, również właśnie w tym sezonie, zakotwiczyłem na prawej obronie. No i przede wszystkim byłem kapitanem drużyny, choć nie przez cały sezon. Na rundę rewanżową wrócił z Cracovii bramkostrzelny Jurek Stokłosa i to on założył opaskę. Innym motywem związanym z „Pasami” było to, że z doskonałym skutkiem trenował nas inż. Leopold Michno. Jak starszym kibicom wiadomo, w trakcie kariery spędził wiele lat jako bramkarz Cracovii. Dla niektórych zabrzmi to nieskromnie, ale wedle mojej oceny to był najlepszy zespół jakim kiedykolwiek dysponowała Kalwarianka. Warto na przykład wspomnieć Waldka Jarczyka, gracza z bogatym stażem w ekstraklasie, który stanowił siłę napędową drużyny. Proces budowania silnego zespołu trwał kilka lat, wcześniej czołowymi postaciami byli bramkarz Jerzy Korczak i stoper Wincenty Pacut, wraz z Jurkiem Stokłosą odeszli do Skawy Wadowice, kiedy przed nami awansowała do „okręgówki”. W ogóle, tak jakoś się złożyło, że w początkach lat 70. ubiegłego wieku zasilało nasze barwy wielu zawodników o pokaźnym dorobku. Niekiedy znanych w całym kraju…

(Dzięki temu właśnie w latach 70. Kalwarianka kilkakrotnie plasowała się na trzecim poziomie rozgrywek, ale podobnie spektakularnym sukcesem był w roku 1995 awans do ówczesnej III ligi grupy górnośląskiej).

Cimer był w Kalwariance zawodnikiem, kierownikiem drużyny, trenerem w różnych latach. Kalwarianka od dziecka była moim ukochanym klubem, zawsze była mi bliska. Trzeba było jej poświęcić wszystko, całe siły.

Punkty zwrotne

Historia Kalwarianki stała się przedmiotem prac magisterskich Tomasza Stelmacha i Bogdana Jamroza (dawnego zawodnika Kalwarianki, zaś obecnie prezesa Skawy Wadowice), dzięki którym zgromadzono i zachowano bogatą dokumentację klubową.

Poczynając od schyłku XIX wieku bazę sportu w Kalwarii stanowiła działalność Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, zwłaszcza jego budynek. W styczniu 1945 majątek Towarzystwa został przekazany Kalwariance, później powstał komitet rozbudowy boiska, którego przewodniczącym został Albin Sarapata.

  • Ale to przypadkowa zbieżność nazwisk, nikt z rodziny – mówi Zbigniew Sarapata, działacz o zasługach dla Kalwarianki trudnych do przecenienia. Rocznik 1953, więc już emeryt, ale wciąż aktywny zawodowo w Spółdzielni Rzemieślniczej akurat o nazwie „Kalwarianka”… Klubowi uczuciowo towarzyszył od dziecka, w 1969 znalazł się w jego drużynie juniorów. Teraz z odległej perspektywy czasowej wskazuje na momenty o kluczowym znaczeniu dla infrastrukturalnego przeobrażania się Kalwarianki w ostatnim półwieczu.
  • Z pewnością motorem napędowym zaktywizowania wysiłków był awans Kalwarianki do III ligi, na tym gruncie warto było pomyśleć o bazie, o stadionie. W 1970 został założony społeczny komitet modernizacji i rozbudowy obiektów przy Kalwariance. Znaleźli się w nim ludzie o sporych możliwościach na tamte czasy, zapisali się złotymi zgłoskami w historii klubu. Chodzi mi przede wszystkim o Bolesława Marcowskiego jako prezesa i Jerzego Tatarskiego. Wkrótce w użytkowanie wieczyste przekazano teren, jeszcze jako uczeń sam uczestniczyłem w jego wytyczaniu. Ale jak to w życiu… W Kalwariance, zresztą nie pierwszy raz i nie ostatni, niestety dały o sobie znać antagonizmy wewnętrzne. Marcowskiego oskarżono o winy, które nigdy nie zostały udowodnione… Kilka lat później, w związku z trudnościami natury organizacyjno-finansowej, tytuł inwestora oddano Urzędowi Miasta i Gminy. Trzeba również powiedzieć o zbawiennym wpływie ówczesnej telewizji. Z Warszawy przyjechał do Kalwarii red. Janusz Pichlak i nakręcił głośny reportaż pod tytułem „Aut”. Materiał został wyemitowany na antenie ogólnopolskiej, odbił się szerokim echem, niejako zmusił władze do podjęcia konkretnych starań. Warto w tym miejscu oddać niezaprzeczalne zasługi dwóch pań związanych z UMiG. Elżbieta Stołowska doprowadziła do reaktywowania komitetu budowy stadionu, po Zbigniewie Łopacie nowym przewodniczącym został Jacek Kucharczyk. Z kolei naczelnik Stefania Majcherczyk nie dopuściła do załamania się prac komitetu, powołała biegłych, podpowiedziała szereg rozwiązań i ułatwiła ich realizację. Później już na mnie padło przejęcie sterów społecznego komitetu. W 1988 oddano pawilon klubowy, w czerwcu 1990 nastąpiło otwarcie całego ośrodka klubowego, na którym można było uprawiać futbol (płyta boiska wraz z widownią), lekkoatletykę, tenis, siatkówkę, koszykówkę i piłkę ręczną. Pojawiły się nowe wyzwania.

Ambitny program był skutecznie i – jak wynika z przykładowo zamieszczonej specyfikacji – skrupulatnie realizowany przez Zbigniewa Sarapatę i jego współpracowników przez dekadę. Tyle trwającą prezesurę nagle przerwał w sierpniu 1999 tragiczny wypadek, gdy akurat na stadionie Kalwarianki zginął w szokujących okolicznościach syn prezesa, 15-letni Michał Sarapata. Wkrótce został Honorowym Członkiem Klubu, Zbigniewowi Sarapacie nadano godność Honorowego Prezesa Klubu…

Cały czas jest blisko futbolu, choć już nieco inaczej niż kiedyś. Meczom Kalwarianki towarzyszy emocjonalnie, ale już nie na samym stadionie, bo to miejsce wciąż wywołuje traumę. Z nostalgią wspomina postaci, które w czasach prezesury zapoznał z urokami i problemami Kalwarianki, otrzymując w zamian zainteresowanie, sympatię względnie pomoc. To choćby były selekcjoner Paweł Janas, albo renomowany fotoreporter Marek Wielgus, wtedy również przewodniczący sejmowej komisji zajmującej się sportem. Oddaje kunszt Antoniego Hempla, wybitnego speca od jakości murawy, którego kiedyś zdołał zjednać do zajęcia się trawą na obiekcie Kalwarianki. I zachowuje w pamięci wizytę na San Siro, gdzie z wysokości trybun oglądał mediolańskie derby Milan – Inter. Niedawną transmisję z finału Champions League oglądał w koszulce podarowanej mu przez słynnego Giuseppe Bergomiego. Legendę Interu, chociaż sercem bliżej Sarapacie jednak do Milanu…

Dobro niematerialne

Jeszcze jesienią ubiegłego roku wydawało się przesądzone, że jubileuszowy nastrój stulecia klubu zostanie zmącony. Delikatnie mówiąc… Kalwarianka była outsiderem tabeli IV ligi, gromadząc po pierwszej rundzie nędzny dorobek dorobek punktowy, ledwie siedmiu „oczek”. Okazało się jednak, że nawet z sytuacji pozornie bez wyjścia można wyjść obroną ręką. Ruchem o kluczowym znaczeniu okazało się zatrudnienie Leszka Janiczaka na stanowisku trenera. Było mu dane, zresztą nie pierwszy raz, wystąpić w roli ratownika. Manewr kadrowy w ekipie piłkarskiej też musiał być głęboki. Janiczak skłonił do zasilenia barw Kalwarianki bodaj siedmiu wartościowych piłkarzy. W tym Łukasza Burligę i Adriana Jurkowskiego. Stworzyli na wiosnę stabilny duet stoperów, dali bazę tego, aby pod bramką Kalwarianki było zapewnione bezpieczeństwo. To było szalenie istotne z punktu widzenia kogoś, kto znaczenie spokoju w tyłach zna z autopsji.

Jacek Rząca nosił w naszej wspólnej (graliśmy wtedy razem) reprezentacji UJ pseudo „Kolejarz”, bo miał za sobą staż zawodniczy w Stróżach. Skończył studia, po nich przeniósł się do Kalwarii, wiadomo do jakiego klubu trafił. Jest z nim zresztą do dziś, w charakterze spikera meczów piłkarskich i nieformalnego rzecznika prasowego. – Sam nie wierzyłem, że Kalwarianka uratuje się przed spadkiem. Zresztą, z ręką na sercu, kto w to wierzył? Ktoś wierzył, Janiczak i jego piłkarze… Metamorfoza była niesamowita, na wiosnę zdobyto 39 punktów, w rozbiciu na trzynaście zwycięstw i cztery porażki. W tym jedną rozmiarowo bardzo przykrą, w Ryczowie. Ale najważniejsze jest to, że wyścig z czasem został wygrany. Również dzięki udanemu finiszowi. Czyli wygranemu „meczowi o wszystko” z Radziszowianką oraz wyjazdowemu zdobyciu kompletu punktów w Gorlicach.

I Kalwarianka zachowała czwartoligowy status.

Rząca: – raz jeszcze potwierdziło się, że w latach jubileuszowych niebo czuwa nad Kalwarianką. Bowiem i poprzednie kryzysowe sytuacje jakoś udawało się opanować. Jesienią było tak, że każdy grał dla siebie i pod siebie, drużyna nie miała lidera. Nie tędy droga… Ale z tego doświadczenia powinny być wyciągnięte sensowne wnioski. Aby za chwilę znów nie chodzić po linie. Zawsze powtarzam, że klub traktowany jako dobro niematerialne tak działa i funkcjonuje jacy są jego członkowie. Jak wiele poświęcają czasu, energii, czasem pomocy o charakterze sponsorskim. Tego nie da się zmierzyć. Jeśli teraz jesteśmy pod wrażeniem stanu obiektów Kalwarianki i konkretnie patrzymy na znakomitą jakość murawy, to powinniśmy wiedzieć, że mnóstwo wysiłku wnieśli w to Zbigniew Kosek i Grzegorz Makówka. Jeśli z kolei, ku czemu jest akurat szczególna okazja, jesteśmy zgodni, że klub powinien mieć i szanować swoją historię, to powinniśmy oddać co cesarskie osobom na to zasługującym. W długiej i zacnej historii Kalwarianki zdarzali się jej różni prezesi. Czasem efemeryczni, dosłownie na chwilę i jak znikający punkt, ale przede wszystkim prezesi, którzy wnieśli do klubu wkład trwały na pokolenia. W mym głębokim przekonaniu kimś takim jest w pierwszej kolejności Zbigniew Sarapata. To dzięki niemu dokonała Kalwarianka największego progresu w całej stuletniej historii, choć o innych zasłużonych działaczy zapominać nie wolno.

xxx

Zarząd MKS Kalwarianka tworzą: Piotr Zadora – prezes; Dawid Rupa, Adrian Sadowski – wiceprezesi; Grzegorz Wypiór – sekretarz; Rafał Bucki, Adam Frączek, Wacław Hobrzyk, Grzegorz Jagosz, Łukasz Kryjak, Grzegorz Makówka, Mariusz Opyrchał, Andrzej Ziemla – członkowie. Z nimi otwiera Kalwarianka nową kartę swej bogatej historii.

JERZY CIERPIATKA

Hits: 752

To top