Tydzień snajperów. Greaves, Kane, Benzema i… Kmiecik

W tym wypadku wykłócanie się o dni kompletnie nie ma sensu. Było ich od tygodnia trochę więcej, a może nieco mniej… Jakie to do diaska ma znaczenie, skoro tak czy inaczej czas odnosi się do postaci absolutnie wybitnych? I świeżo na afiszu, choć jeden ze stadionowych idoli niestety już tylko zaocznie.

Tym wielkim nieobecnym jest Jimmy Greaves, napastnik o nieprawdopodobnym wyczuciu tego, co w trawie powinno piszczeć. A nawet… szczekać, bo złapanie jakiegoś kundla podczas meczu Brazylia – Anglia (chilijski mundial ’62) było majstersztykiem dowodzącym, że Greavesowi nawet w takich sytuacjach udawało się to, o czym inni (konkretnie ochrona wraz z pozostałymi piłkarzami) mogli tylko pomarzyć.

Jimmy jednak programowo obierał za cel bramkę wroga i trafiał do niej seryjnie, z bezwzględnością snajpera wyborowego. Wywodził się z Chelsea, krótko grał w Serie A, lecz zdecydowanie najbardziej był kojarzony z pianiem „Kogutów” na White Hart Lane. Był związany sercem i duszą z Tottehham Hotspur, tę wiarygodność uwierzytelniał co chwila pieczęciami o kształcie goli. Trafił do siatki rywali „Spurs” 266 razy, na 379 meczów. Dziwić się, że Greaves na wieki pozostanie ikoną Tottenhamu, ideałem tego co w nim najwspanialsze?

Jimmy, złożony ciężką chorobą i przykuty do wózka inwalidzkiego, niestety już zdążył udać się w podróż najdalszą. Za to w niedzielę 5 lutego akcję rozgrywaną na Tottenham Hotspur Stadium musiał śledzić Danny Greaves, syn Jimmy’ego. Wreszcie wysłał wiadomość z gratulacjami do nowego króla „Kogutów”. Elekcja na tronie snajpera dotyczyła Harry’ego Kane’a, który akurat w bardzo ważnym i prestiżowym meczu z Manchester City przesądził o jednobramkowym zwycięstwie dla gospodarzy.

To banał, że część Londynu szykowała się do tej wyjątkowej chwili. Hm, ona o tym marzyła od dawna, mimo ogromnej estymy jaką zawsze będzie darzyć Jimmy’ego Greavesa. Lecz czy nie jest to piękne, gdy jakże donośnym głosem odzywają się następne pokolenia, wciąż w tym samym klubie? Kane, jakże sympatyczny i jednocześnie wspaniały zawodnik, jakże dramatycznie doświadczony przez los, gdy marnował drugi rzut karny w pasjonującym thrillerze mundialowym z Francją, zrobił właśnie o jeden krok więcej od Greavesa. Trafił dla „Kogutów” po raz 267., co jest wyczynem najwyższego podziwu, choć nie dla każdego statystyka. Zwłaszcza tego, który zauważy – niekoniecznie z przekąsem – że na minięcie Greavesa (przypomnijmy, 379 meczów na liczniku) Kane potrzebował 416 występów. Teraz Harry, po osiągnięciu granicy „200” w spotkaniach ligowych, wziął sobie na ambit minięcie Alana Shearera, który jako heros Newcastle United i Blackburn Rovers dziurawił ligową siatkę 283 razy. Kto wie, Harry, good luck!

Do tego okolicznościowego pocztu sztandarowego pewnikiem załapałby się również Karim Benzema, który nie byłby sobą, gdyby nie wniósł wkładu własnego w kolejny triumf Realu Madryt na arenach klubowych mistrzostw świata. Pod względem liczby trofeów w imprezach najwyższej rangi Benzema (24) już zdążył minąć legendarnego Francisco Gento i jest tuż tuż za Marcelo (25). Swoisty pech Karima polega jednak na tym, że dał o sobie znać tym razem z miejsc cokolwiek egzotycznych. A tymczasem tu, w Krakowie, mamy swojego bohatera, choć już dawno zszedł z wielkiej sceny. Ale teraz wygrał sprawę niezmiernie ważną. Na liście laureatów „Jasnej Strony Futbolu”, dzięki Prezydentowi Miasta Krakowa nadającej Plebiscytowi na „Najlepszego Piłkarza i Trenera Małopolski” innego wymiaru niż suche statystyki i skrupulatne liczenie oddanych głosów, znalazł się Kazimierz Kmiecik.

Powiem wprost: nareszcie! Kaziu, na naszym polskim gruncie snajpersko przecież podobny do Greavesa, Kane’a i Benzemy, jest ostatnią osobą, która powie komukolwiek i w jakiejkolwiek sprawie, że jemu coś się należy. Aliści ta wrodzona, wręcz ujmująca skromność, Bogu dzięki (i Prezydentowi też…) czasem bywa dostrzegana i doceniana. Wtedy przypominamy sobie, właśnie dzięki Kazkowi, o Reymanach, Graczach i Kohutach. A jednocześnie gromko wyrażamy aplauz, że Kaziu Kmiecik jest taki jaki jest. Po prostu kochany…

Czego życzyć Kane’owi, który futbol najwyższej próby ma w DNA? Przede wszystkim dobrej wędki, w którą może kiedyś złowi niesamowity wyczyn Shearera i jeszcze coś dołoży do tego połowu. Zaś czego życzyć Kmiecikowi? Hm, złowienia w Wiśle ekstraklasy, to oczywiste…

JERZY CIERPIATKA

Hits: 5

To top